29     Poprzednia strona Spis treści Nastepna strona     : Dziwny czas Świąt


Dziwny czas świąt


Patryk " ^quqoch^ " Stanik


Witam wszystkich bardzo serdecznie, po świętach, a jako że się zapomniałem ostatnio (proszę o wybaczenie) więc teraz życzę Wam udanych Świąt, które już były. Oczywiście, jeżeli to czytacie, czyli ok. 10 stycznia, piszę zaś 20 grudnia, w pełni usposobiony świątecznie, czekam.
Za cztery dni Wigilia Bożego Narodzenia, najważniejsze chyba święto Polaków, gdyż jako kraj wybitnie katolicki, obchodzimy te dni oficjalnie. Jak zawsze, powinniśmy chociaż "poczuć" święta, jednak coś, co kiedyś było dla mnie oczywiste, teraz takie nie jest.
Ciężko mi z powodu kilku dni świątecznych poprawić sobie nastrój. Nie jest to jakaś kara nakładana na siebie samego. Sami przyznacie jednak, że jeżeli człowiek jest w złym humorze, i choć wie o tym, że powinien to zmienić (złe samopoczucie nawet fizycznie jest odczuwalne, prawda?) nie robi tego. No bo nie jest przecież łatwo uśmiechać się jak głupiec, gdy źle się dzieje. Możliwe jest to chyba tylko w Ameryce, kraju, gdzie palacze dostają kosmiczne odszkodowania (ostatnio 28… MILIARDÓW! dolarów dla jednej kobiety. Rzeczywiście kraj wielkich możliwości. Na szczęście jakiś sędzia innej instancji opamiętał się i odjął dwa zera. pewnie imigrant) za własną głupotę. Jeżeli cała Polska nagle się spręży i zacznie uśmiechać, to gotów jestem przyznać, że i ja będę się cieszył. Dziwne jest jednak to, że widząc człowieka uśmiechniętego cieszymy się jego szczęściem tylko wtedy, jeżeli i my jesteśmy czymś tam doprowadzeni do podobnego stanu. Jeżeli jesteśmy zdenerwowani czujemy dużą zawiść do tego człowieka. Czy to tylko moje, Polaka, rozważania ?
Nie wgłębiając się na razie w szczęście i nieszczęście, powrócę do tematu świąt. A więc idą. Podczas świąt wszystkim się wybacza itepe. Nie potrafię zrozumieć dlaczego? Owszem, można zauważyć, że ludzie są dla siebie życzliwsi, i każdemu to odpowiada. Nikt też przecież nie zmęczy się, chodząc z uśmiechem na twarzy. Więc jeżeli jest dobrze, czemu nie wprowadzić takiej tradycji przez cały rok? Czy to taka straszna wizja, uśmiechnięty Polak?
Na to wychodzi, bo jakoż trwamy od tysiąca lat, tak nic się nie zmienia. Można na to spojrzeć z innej strony: wtedy święta rzeczywiście się odczuwa. Bo co jak co, ale choć troszkę tej radości każdy ma w sobie, i może postara się nią podzielić. Może chodzi o to, że święta rzeczywiście kojarzone są z okresem tak zwanego "ciepła rodzinnego". Czy jesteśmy aż tak zapracowani, że nie mamy czasu dla rodziny? Mnie osobiście za długie obcowanie z rodziną doprowadza do szewskiej pasji, gdyż cisza i spokój są tym, co sobie cenię prawie że najbardziej. A ciężko zapanować nad rodziną, z jednej strony muzyka z radio, z drugiej hałas z telewizora, a ja w środku czuję się jakby mnie nie było. Dlaczego więc w święta jestem zauważany? Może rzeczywiście jest w tym coś "świątecznego"? Nie chodzi mi o żadne kompleksy, jednak nawet jeżeli mam jakiś problem, to rodzina w Polsce jest tak skonstruowana, że pomocy musimy szukać poza nią. Czy w innych krajach jest inaczej? Nie wiem, nie mieszkałem tam, ale wiem jak jest u nas, a u nas często jest inaczej. Nie doszukujmy się jednak fałszu w rodzinie. W ogóle w ludziach nie szukajmy złych cech, może to pozwoli poprawić nam samopoczucie bez specjalnego wysiłku na kłamliwe grymasy twarzy, zwane uśmiechami.
No, może dość o tym, nie będę się także rozwodzić nad faktem dawania prezentów, i co wolimy naprawdę, otrzymywać je, czy też dawać.
Tymczasem idzie nowy rok, 2003 już z kolei po śmierci Chrystusa (nie uwzględniają pomyłki pewnego mnicha, chyba 7 lat, nie pamięta, też, w którą stronę).
Jeżeli chodzi o czas, to strasznie szybko on leci, co ogólnie uważane jest za złe. Jednak postawmy się w roli ludzi żyjących te 200 lat temu, chyba było im nudno, dlatego czas był dla nich łaskawszy. Jednak, jeżeli nie mamy całego dnia zapchanego pracą czy przyjemnościami, pozostaje więcej czasu na obcowanie z rodziną. I, jak pisałem wyżej, raz to dobrze, a raz źle wychodzi nam na zdrowie. Jednak rzeczywiście kiedyś byliśmy sobie bliżsi. Bliżsi mówię tu o czasach postkomunistycznych. No, w komunie było to jeszcze bardziej zauważalne, ale tego nie wiem na pewno. Bo picie wódy w wielkich ilościach rodzinnym zbyt nie jest, a to, że człowiek jest wtedy bardziej uczuciowy, jest znów tylko fałszem. Teraz jednak, podczas kapitalizmu, rzeczywiście oprócz wizerunku kobiety seksbomby i mężczyzny kulturysty istnieje także wizerunek doskonałego kapitalisty. Ma on dużo pieniędzy, już nawet bogatym nie zależy, jeżeli nie na sztuce, to na wizerunku mecenasów sztuki. Wszak kiedyś teatry w "tych" sferach były rzeczą codzienną, dziś ci ludzie na pokaz znajdują się tylko na sławnych premierach. Inne przedstawienia ściągają w większości... młodych ludzi. I może to brzmi dziwnie, bo wiele się mówi na temat "dzisiejszej młodzieży", ale studentów więcej tam niż biznesmenów.
Może i głowy narodu nie mają na to czasu. W ogóle nie mają czasu na rodzinę. Dziś przecież wytworzył się wizerunek yuppies, którzy do średniego wieku nie myślą o dzieciach, bo będą im przeszkadzać. Jak i rodzina. Z jednej strony jest to prawda niepowtarzalna, ale w niedługim czasie utworzy się następny wizerunek, kiedy czterdziestolatkowie będą mieli dwu-, trzyletnie dzieci. Może rzeczywiście nie jest to takie straszne? Ale nie wolno być człowiekiem bez uczuć, podążającym za jakimś celem, ale z klapkami na oczach. Co z tego wyniknie? Następny Patrick Bateman. Miałem jednak pisać o czasie. Zapewne każdy z Was też czuje jego niesamowity brak! A zauważamy to właśnie przez dni przelewające się przez palce. Nie różnimy się bardzo od ludzi żyjących w innych epokach, z wyjątkiem posiadania lepszych zabawek dla zabicia czasu. Bo na tym to polega, zabijamy go smucąc się jego śmiercią, czyli brakiem. Łatwo jest powiedzieć "zwolnij" , jednak świat już nie zwolni. Dopiero co było millenium? Nie! To było 3 (!) lata temu. Co nie, że dziwnie to brzmi? A przecież tak dużo zdarzyło się przez te trzy lata. Jednak poproszony o podanie chociaż przykładów kilku, nie potrafię ich podać. Nie czujemy czasem, że życie pędzi obok nas? To dlatego, że ten świat nie zwalnia.
I jedziemy dalej, Małysz skacze, Putin knuje, Bush... No właśnie, ten autokratofil! Czy nie denerwuje Was sytuacja, że za czas jakiś kraj który zużywa najwięcej ropy będzie jej właścicielem? Przecież każdy widzi, że Stanom tylko chodzi o rozpoczęcie wojny, aby w końcu zapanować nad złożami ropy, której Irak ma niemało [czy aby na pewno?? - dop. LooZ^]. Wtedy cena benzyny zacznie rosnąć, no może poza samymi Stanami. Nie wiem jak Was, ale mnie do okropnej furii doprowadza cały "pontyfikat" Busha. Na oczach całego świata sika na wszystko i łapie swoimi łapami, co mu się podoba. Przecież to naprawdę będzie katastrofa, gdy amerykanie zapanują nad ropą, i zarazem będą najwięcej jej zużywać. Brakuje ropy? A zabierzmy trochę Europie, Afryka wcale nie potrzebuje. Nie wiem, jak ONZ i NATO się na to zgadza. Przecież to nie SĄ amerykańskie firmy. Nie rozumiem też strachu przed tym krajem, historia pokazuje, że imperia nie trwają wiecznie. Nie chcę być zrozumiany jako wróg Ameryki, jednak co za dużo, to nie zdrowo. Przecież ci inspektorzy w Iraku nic nie znajdują. Propaganda z obu stron. Propaganda nie zginęła, o nie! Rozwinęła się dużo lepiej, niż za czasów komuny czy faszyzmu. Nie używa się już słowa "propaganda", bo wiadomo że na sam dźwięk bąble na mózgu wyskakują. Jest dużo subtelniejsza, ale nie mniej drapieżna. Chyba że nie ma czegoś takiego, a ja tworzę jakieś teorie spisku. Nie wiadomo. Ale teraz już piszę, że wojna będzie. Czy wyjdę na napaleńca, czas pokaże.
Tymczasem przygotowujemy się do świąt, zapewne temat trochę ucichnie. Ale świat to już nie nasze zmartwienie, wszak pożyczamy go od naszych dzieci, pozwalamy więc problemom spaść na ich głowę. Mamy swoje problemy. Strajki służby zdrowia, straży pożarniczej. Przy okazji strajku Straży mówiono o strajku, jaki odbył się w Wielkiej Brytanii, gdzie strażacy wcale nie wyjeżdżali na wezwania. Zginęło kilkanaście osób, w pożarach. I mam nadzieję, że ci strażacy są dumni z tego, że mają kilkadziesiąt funtów miesięcznie, choćby na świeczki. Problemem nie jest brak pieniędzy, tylko złe ich ulokowanie. Gdzie jeden człowiek ma kilkunastoroczny przychód Polski w jednej kieszeni. Jak to rozwiązać? Nie wiem. I chyba nikt nie wie. Nie będziemy przecież zabierać bogatym, jak to robili bolszewicy, bo co z tego wyszło - wiadomo. Kapitalizm był zawsze, nawet podczas komuny. Z tym, że wtedy bardziej stosunki się liczyły. Ale kto ma pieniądze, ten ma stosunki. I na odwrót. Więc kapitalizm był wcześniej, jednak ograniczony dla grupy ludzi. Reszta dostawała ochłapy. I nic dziwnego że się zbuntowali. Możemy wierzyć w spiski, władzę nad światem, jednak człowiek zawsze będzie najważniejszy. Najcięższa sprawa to zjednoczyć ludzi, którzy są tak różni jak ich linie papilarne. Jednak i władzy nic nie pomoże, jak wojsko się zbuntuje. Historia pokazuje też, że w zbiorowej świadomości człowiek jest… dobry! Rewolucja francuska, przytaczani bolszewicy, solidarnościowcy. Wszyscy dążyli do dobra ogółu. Najgorsze, że ogół ma porywy tylko co czas jakiś, dlatego w czasie ich uśpienia pewne jednostki wyłażą po trupach na górę i korzystają. Ale chyba zawsze jakiś strach czai się w ich głowach. Nie wiem tylko, gdzie ustawić faszystów. Też byli ogółem, w Niemczech. Jednak tu sprawa wygląda inaczej, to ogół szedł za jednym człowiekiem, a nie człowiek za ogółem.
Co jednak miałem pisać? Aha, mimo wszystko życzę Wam (i sobie) mile spędzonych świąt, i większości czasu spędzonego tak, jak chcecie. Przecież ja też nie myślę o tych wielkoświatowych bzdurach czas cały. To chyba by mnie zabiło. Na szczęście jest nas kilka miliardów, nie wszystko spada na nasze leniwe barki. Do siego roku!


29     Poprzednia strona Spis treści Nastepna strona     : Dziwny czas Świąt