34     Poprzednia strona Spis treści Nastepna strona     : Przypadek Larka

Przypadek Larka



Marcin " martin " Traczyk


Felieton ten przeznaczony jest dla miłośników fantasy, którzy posiadają poczucie humoru.

W pewnej mityczno - mistycznej krainie żył raz sobie Lark. Mieszkał wraz ze swoją ludzką rodziną w ludzkiej osadzie u podnóży gór Ludzkich. Lark nie był jednak tak ludzki jak inni ludzcy mieszkańcy. Nogi miał krępe, grube i silne, bardzo przypominały (bardziej były niż przypominały) nogi krasnoludów. Jego tułów był smukły, delikatny, lecz drzemała w nim moc dziesięciu wojów i tak jak tułów przypominał zarysami zwinnego i wiotkiego elfa, tak głowa i twarz nie pozostawiały złudzeń - nie był elfem. Jego twarz wyglądała jak odrysowany pysk ogromnego, oślizgłego i bezlitosnego orka, chociaż, na całe jego szczęście nie była zielona. Przez całe swoje życie przebywał jedynie w małej ludzkiej osadzie (jak zresztą i inni ludzcy) będąc ciągłym pośmiewiskiem wiejskich dzieci, a jego rodzice ciągle zarzekali się, iż Lark nie jest adoptowany.
Przez pierwsze kilkanaście lat Lark pracował jedynie na roli nie zaznając innych rozrywek, jednak umiał podejmować również trudne decyzje. Pewnego dnia znudzony ciągłą pracą przy pomidorach powiedział: - Mam tego wszystkiego dość - i poszedł pracować w ogórkach.
Ważny moment nadszedł jednak w dzień pełni księżyca w dwudziestym siódmym roku jego życia. Wtedy to jego rodzice oświadczyli mu: - Lark, synu, jesteś adoptowany, odkupiliśmy cię z upadającego cyrku wędrownego, w którym byłeś jedną z głównych atrakcji. Teraz jednak zgodnie z umową, jaką daliśmy kupując cię od cyrkowego klowna musisz tam powrócić. Po zakończeniu tej jakże ważnej mowy matka Larka, która pozostawała za jego plecami otworzyła drzwi wejściowe, a stary ojczulek energicznym kopnięciem (pełnym rodzicielskiej troski i miłości) wyrzucił Larka na podwórze. Ostatnimi słowami, jakie usłyszał od swoich rodziców była wskazówka, aby kierował się na wschód ("Tam musi być jakaś cywilizacja" :)).
Ponoć Lark dotarł do wędrownego cyrku i spotkał tam sobie podobnych, a wieść nawet niesie, że zrobił on wielką karierę w wielkim mieście jako wokalista popularnego zespołu muzyki ludzkiej "Zmutowani i nieludzcy". Ale to jedynie pogłoski przywiezione do ludzkiej osady przez pewnego klowna z upadającego cyrku państwowego, który proponował ludzkim wieśniakom adopcje kolejnych dzieci. Tym razem jednak były to krowy z głowami koni, a zamiast wymion posiadały drugą głowę, która wydawała się bardzo ludzka.


34     Poprzednia strona Spis treści Nastepna strona     : Przypadek Larka